wypływam tratwą na otwarte morze

No i zaczynam.

Leci właśnie mecz Polska-Kuba w siatkówce. Jak na razie nasi wygrywaja 2:1 w setach. Siedzę w biurze. Jest ciemna, pażdziernikowa noc. Z kinola leci mi katar. To pozostałość przeziębienia sprzed kilku dni. Wartoby chyba czymś to zdezynfekować, ale nie mam nic pod ręką, czyba że… hm…

… sekundy lecą …  

Znalazłem!
Zacny koniaczek rozlewa się delikatnym ciepłem po całym ciele. Ooo, to jest to co miśki lubią w jesienny wieczór.

Kiedyś miałem straszną ochotę zacząć pisanie książki “Kolumbowie rocznik ‘60-ty”. Bo jestem właśnie takim “kolumbem”. A w dodatku kolumbem bez cudzysłowa, ponieważ na początku lat 80-tych pokonałem trasę Kolumba, a od tamtego czasu zrobiłem tych tras już tak dużo, że nawet nie pamiętam ile.

Dwadzieścia kilka lat temu wyjechałem z Polski na wilczym bilecie, z pieczątką wbitą w paszporcie “Z prawem jednokrotnego przekroczenia granicy PRL”. Wyjeżdzałem z myślą, że chyba NIGDY już nie wrócę.

Ale wróciłem. Wróciłem po 5 latach już jako obywatel USA. Żeby dostać wizę do Polski musiałem oddać swój paszport. Wizę dali mi na całe 7 dni. Najwyraźniej bali się, że po 7 dniach zacznę znowu działalność wywrotową. Nie zacząłem.

A teraz jest rok 2006.
Stoję okrakiem nad oceanem. Część życia spędzam tu. Część tam. Połowa mojego życia to Polska, połowa to Stany.

Kim jestem?
Polakiem, czy Amerykaninem? Polakiem w Ameryce.
Polakiem z amerykańskim paszportem.
Amerykaninem? Eeee, nie…
Chyba jednak raczej P O L A K I E M.

I dlatego tak mnie cholera bierze, gdy obserwuję te codzienne przepychanki w polskiej polityce. To wzajemne opluwanie się maluczkich, nikczemnych ludzi; obrzucanie błotem i łajnem wszystkich wartości, które kiedyś były po prostu święte. Jestem liberałem. Czuję się wolny i nie chcę, żeby jakiś Edgar, czy Jarek, czy facet zwany trędowatym mi mówił co jest dla mnie lepsze i w co mam wierzyć, a w co nie. Nie chcę płacić daniny jakiemuś cwaniackiemu facetowi w sutannie, który uważa się za głos Boży, ale nie chcę też aby biedni ludzie napychali mu kabzę tylko za to, że on ich może omamić.

Jestem idealistą? Być może… ale wiem też, że świat nie jest idealny, że jest brutalny, podły i tragiczny. Ale wiem też, że jest w nim strasznie dużo dobroci, serdeczności, dobra, miłości, zrozumienia. I taki świat chcę budować – nawet jeśli to ma być świat w mikro-skali. Ale będzie to mój świat, bez podziałów, bez gomółkowskich tyrad pod pałacem kultury, bez krótkopacych Edgarów i kłamliwych Kurskich. Będzie to MOJA Polska, Polska marzeń i wspaniałych, twórczych ludzi. Będzie to Polska codziennych bohaterów, Polska wykształciuchów i elit intelektualnych, Polska robotników i rolników, którzy będą chcieli i mogli w niej pracować – nie szukając ‘lepszego’ życia na farmach pomidorów w nie zawsze słonecznej Italii.

Dlatego często pytam: Quo Vadis Polonia?

…..

Siatkarze wygrali z Kubą 3:1 :-)

Dodaj komentarz